Beata Tadla

prev next
 

Beata Tadla charytatywnie

Beata Tadla udziela się charytatywnie w akcji "Hotel przyjazny matce i dziecku","Adopcja Serca" oraz "Pier(w)si w Polsce". "Hotel przyjazny matce i dziecku" - akacja polega na tym ,że każdy hotel zgłaszający się do udziału w konkursie zostaje zweryfikowany przez kapitułę i walczy o tytuł i certyfikat "HOTEL PRZYJAZNY MATCE I DZIECKU". Dyrekcja hotelu może zwrócić się do specjalistów, współpracujących z kapitułą akcji o rady i wskazówki. O wyborze decydują goście hotelowi, głosujący internauci - użytkownicy portalu HoteleNet.com Konkurs organizowany jest pod skrzydłami KOMITETU OCHRONY PRAW DZIECKA, w ramach akcji ŚWIAT PRZYJAZNY DZIECKU.

Adopcja Serca ( wypowiedz Beaty Tadli dla beatatadla.yoyo.pl)
Dowiedziałam się o akcji i bez wahania postanowiłam dołączyć do rodziców adopcyjnych. Skontaktowałam się z Pallotynami, którzy są na misji w Rwandzie i tak stałam się "mamą" małej Claudine, która straciła rodziców w wyniku wojen plemiennych. Pieniądze, które wysyłamy jej co miesiąc są przeznaczane na jej kształcenie, ubranie, przedmioty codziennego użytku. Od Claudine dostajemy listy, zdjęcia, rysunki. Zachęcam innych do takiej formy pomocy potrzebującym.

Ciągle narzekałam... że za duże, że kształt nie taki, że znaleźć odpowiedni biustonosz to koszmar, że się bluzki nie dopinają, że niewielka kobieta nie może mieć wielkich piersi, że przez nie wyglądam na grubszą. Mąż stukał się w czoło. Mówił "Głupia, są piękne, najpiękniejsze". Koleżanki powtarzały, że zazdroszczą. A ja swoje. Do czasu... A konkretnie do jednej z wizyt kontrolnych u pani ginekolog... "A co to jest?" - zapytała lekarka, badając mi piersi. "Tego tu ostatnio nie było. Twarde. Spore. "Usg trzeba zrobić". Usiadłam z wrażenia. Sama tego nie zauważyłam. Jak to możliwe? A Radek w Iraku. Milion kilometrów ode mnie. Komu się wypłaczę? Nawet nie mogę do niego zadzwonić, na wojnie słabo z komunikacją. Poza tym, po co go martwić? Z tej odległości nie pomoże. Dożyję do komunii Jasia? Czy będzie do niej przystępował jako półsierota? I kto skończy czytać mu Mikołajka? Rodzicom pękną serca. Mam się bać czy być twardą? Jadę samochodem i ryczę w głos. Makijaż spływa na białą bluzkę... Po usg: wydaje się, że to obszar zwłókniony, ale musi Pani zrobić biopsję. Dla pewności.

Boże! Biopsja? Rak? Jak nic. Umrę. Komunia. Spróbuję się skontaktować z Radkiem, może mieć potem żal, że sama się z tym mierzę. Próby kontaktu nieudane. Wieczorem dzwoni kumpel, który jest z nim w Bagdadzie. Udaje mu się dzięki łączności satelitarnej. Mówi, że u Radka wszystko w porządku, żebym się nie martwiła. Radek nie może rozmawiać, ma ważne nagranie. A ja pękam, rozpadam się na kawałki, mówię o badaniu. Kiedy Radek się dowiedział, chciał natychmiast wracać, być przy mnie, prosił, żebym zaczekała z tymi nerwami do diagnozy. Miał rację. Po biopsji: zwłóknienie, być może pozostałości po pokarmie, wchłonie się, wszystko jest w porządku. Boże! Dziękuję. Już nigdy nie wpadnę w taki stan, dopóki nie dowiem się, co mi jest. Ile niewiedza może zadać bólu? Sama to sobie zafundowałam. Teraz wiem, spokoju mi trzeba przede wszystkim... Dziś badam się regularnie, bez napięcia, bez złych myśli, po to, by wiedzieć. Każdego dnia cieszę się, że jestem w całości.